piątek, 14 stycznia 2011

Symbioza


Człowiek z natury potrzebuje drugiej osoby do przeżycia. Decydując się na samotność przeciwstawiamy się samym sobą. Jesteśmy skazani na niekończącą się walkę z przeróżnymi myślami, nawet tymi niebędącymi na porządku dziennym. Kiedy już raz wpadniemy w wir samotności, z własnej woli zostajemy wciągnięci w czarną dziurę, która pochłania nas w niewiadomą nicość. Pustka… Choć wydaje się to dziwne, to bez drugiej osoby nigdy nie bylibyśmy w stanie doświadczyć cudownych uczuć takich jak miłość, przyjaźń, radość, szczęście. Aby uzyskać balans, jak wszystko w naturze, istnieje także druga strona medalu. I niestety człowiek bardzo często jest najgroźniejszym i najniebezpieczniejszym drapieżnikiem czyhającym na tym świecie. To my potrafimy bezdusznie a zarazem nieświadomie wywołać u kogoś smutek, gniew, zazdrość, żądzę a także krzywdę i ból.
Smutne jest to jak często wyrządzamy sobie nawzajem te negatywne aspekty życia. A przecież sami nie lubimy doświadczać bólu, ani smutku, więc jaki jest sens w czynieniu tego wobec innych?
Nie bądźmy hipokrytami…

Notka napisana w pośpiechu, więc z góry przepraszam jeśli jest taka sobie.Ze specjalną dedykacją dla Dawida, który ma dzisiaj urodziny. 100 lat po razkolejny! Spełnienia marzeń! Karrot ♥

środa, 12 stycznia 2011

Marionetka

Kolejne trofeum,kolejna zdobycz. Co z tego masz, nic niewarty, nędzny szpan. Dwoję się i troję byś tylko raczył urzeknąć mnie swoim spojrzeniem. Bawisz się mną, niczym marionetką – sterujesz, wystarczy tylko byś pociągnął sznurek. Jak tańcząca kukiełka, posłusznie idę za Twoim spojrzeniem, wykonuję bezsilnie polecenie, gdy tylko kiwniesz palcem. Jak magnes przyciągasz mnie do siebie. Lecz co w Tobie widzę, tego nie wiem. Usłyszeć Twój głos jest niczym koncert dla uszu znawcy muzyki klasycznej w filharmonii. Czarujący uśmiech, gotów obalić mnie na ziemię, obezwładnić. Głębokie spojrzenie tych onieśmielających, błękitnych oczu wprawia mnie w obłęd. Poruszając się z gracją czyhającej czapli w bagnach ukochanej Polski, przyprawiasz mnie o ciarki na plecach i każdym innym zakątku mego ciała. Milion uderzeń na sekundę, co się ze mną dzieje pytam bezradnie. Naprawdę nie jesteś tego wart. Ze smutkiem stwierdzam, że nie istniejesz. Tak w zasadzie istniejesz tylko w moich marzeniach. Sama namalowałam sobie Twój obraz, ideał, ten jedyny. W rzeczywistości okazałeś się tylko pustym odzwierciedleniem idealizowanego przeze mnie człowieka. I choć  boli mnie to, szczerą prawdą jest to, że jesteś zwykłym cieniem. Niektórzy twierdzą, że jesteś podłą hieną, padlinożercą, żerującym na bezbronnej, czekającą na dobicie zwierzynie. Kiedyś stracisz to wszystko niczym hazardzista postawisz wszystko na jedną kartę i przegrasz… Wtedy ja przypomnę o sobie. Wkońcu dostrzeżesz te złote włosy, rozwiane niczym kłosy w sierpniowym polu. Te ciemne, radosne oczy, które będą na Ciebie patrzeć już nie z uwielbieniem,albo zażenowaniem, ale żalem; bo szkoda mi Ciebie. Żyjesz w swoim własnym, zakłamanym świecie, w którym starasz się być panem wszystkiego. Lecz kiedyś stracisz tą kontrolę, Twój ‘świat’ zburzy się niczym niestabilny, kruchy domek z kart. A wystarczy tylko jedno dmuchnięcie… Wszystko legnie w gruzach i zostaniesz sam. Przykro mi to stwierdzić, ale mnie już tam nie będzie. Może kiedyś byłabym w stanie rzucić się za Tobą w ogień, lecz sznurki zostały odcięte. A teatrzyk dalej gra… Co teraz zrobisz, wszystko zależy tylko i wyłącznie od Ciebie…