niedziela, 10 listopada 2013

[...] kajdany nie trwają wiecznie.

W pewnym momencie poczuła uniesienie niemal niebiańskie. Jakby sam Bóg rozpruwał nierozłączny do czasu szew pomiędzy ciałem a duszą i zaczął pociągać za sznurek niczym marionetką. Ociężałe ciało spoczywało tylko dzięki sile grawitacji a dusza zdawała się wydostawać spod sieci obławy i rozwijała skrzydła wolności. Cielesne kajdany powoli dawały upust zostawiając umysł błogi oraz czysty, aby móc oderwać się od rzeczywistości. Egzystencjalny stan pozwalał zapomnieć o trywialnych według niej sprawach. Unosząc się nad swym opustoszałym teraz ciałem w końcu mogła być sobą, fruwać niczym skowronek pośród sosen. Żadnych telefonów, intryg i tak zwanych bajkopisarzy.
Wtem zaczęło ją coś ściągać na dół. Odwieczna walka tuzinkowych spraw w tym momencie wygrywała, wsysając ją z powrotem w opatulone kołdrą chłodne ciało. Witajcie: potoczny wyścig szczurów, zepsute fikanie koziołków przez serce i szarość. Na nowo krystalizowały się przed nią banały.

Bezradność przeistoczyła się w płacz.