poniedziałek, 10 listopada 2014

Une feuille pourrie

Niczym ostatni liść trzymasz się kurczowo gałęzi mojej duszy. I nieważne jak mocno dmucham, prawie jak halny, by Cię oderwać, Ty i tak nie drgniesz. Wciąż wysysając żywicę duszy i myśli by przetrwać. 
Powoli przeistaczasz się w padlinożercę, gdyż niedługo zapanuje w niej martwica, byś triumfalnie czyhał nad swą zdobyczą. Na razie, zima nastała w moim sercu wraz z tym jednym nieopadniętym liściem.

I choć jesteś już pomarszczony i zżółkły to nieustannie przykuwasz mój podwładny wzrok. Czerpiesz ostatnie krople soków życia a ja bez słowa ulegle Ci na to pozwalam. Usycham.
Bo kocham. Tłumiące się całoroczne toksyny zachowuję dla siebie byś Ty, liściu najukochańszej jesieni trwał.

I chociaż mając świadomość Twej toksycznej obecności, nie robię nic by się Ciebie pozbyć. Dlatego gnijesz. Nie wiem czy bardziej z mojej czy z własnej winy.