Po omacku szukała jego ust o odcieniu karminowym. Lekko wilgotnych, niczym oprószona poranną rosą nieskazitelna trawa. Oboje zdawali sobie sprawę, że już więcej mogą się nie zobaczyć. Figlarnie drażniąca broda dawała o sobie znać na jej zaróżowionym euforią i zawstydzeniem policzku. Wszelkie emocje wzburzone w jego czarnej czuprynie dostrzegała w tych miodowych, ciepłych oczach wpatrujących się w nią z uwielbieniem.
Ta drewniana kładka, którą każde z nich budowało by spotkać się po środku wydawała się być z każdym dniem coraz mniej stabilna, podjuszana przez niepochlebne im dusze. Znajomość, nad którą tak rzetelnie pracowali by ją utrzymać, niestety musiała być stłumiona w zarodku.
Wiedziała, że ów intelektualny mezalians nie miał prawa mieć miejsca. Czuła to już od dawna. Odwieczna batalia, która odgrywała się w jej sercu powoli zaczynała dobiegać do końca. Szala wygranej przechylała się w stronę rozsądku. W rzeczy samej, nie powinno się wchodzić do tej samej rzeki dwa razy. Jednak ona to zrobiła. Kara, którą przyjdzie jej zapłacić będzie odczuwalna z podwójnym rażeniem. Odbijające się echo w jej duszy śmieje się szyderczo 'masz za swoje...'. Znów powita ją rozczarowanie w parze z zażenowaniem. Istna promocja - dwie rzeczy w cenie jednej, lecz ta wygrana na loterii jest niczym fatum, ciąży nad nią jak burzowe chmury kłębiące oraz kumulujące się na niebie. Tym razem, jednak zbawienny deszcz w postaci łez niczego jej nie przyniesie. Nawet ulgi. Uczucia roztargnione i poszarpane nie odnowią się tak szybko jak róża jerychońska na pustyni po paru kroplach życiodajnej cieczy.
Co przyjdzie jej zrobić, gdy na nowo go ujrzy? Czy znów będzie nadaremnie poszukiwać tych karminowych, spragnionych warg? Czy będzie potrafiła spojrzeć w te otumanione emocjami oczy? A może uniknie spotkania jak ognia?
Tylko i wyłącznie czas pokaże...