Une lettre est une âme
Elle est un si fidèle écho de la voix
Qui parle que les esprits délicats la comprent
Parmi les plus riches trésors de l'amour.
(H. Balzak)
Raz, dwa, trzy, cztery. Porywam się do tanga z nostalgią. Takt wybijany przez tęsknotę.
Pięć, sześć, siedem, osiem. Za kim? Za czym? Dokąd stąpam na krystalicznym parkiecie? Rytm niemego pożądania. Niefizycznego, lecz pożądania wyrwania się ze szponów okalającej mizernie tęsknoty. Nazwijcie mnie mizantropem, samotnikiem. Lecz do tanga trzeba dwojga...
Ostatni taniec, porwana niczym przez wicher smętnych nut otumaniona melancholijnie, wiernie, wytrwale podążam za krokiem mego partnera. A raczej partnerki. Jest nią nostalgia. Skryta, uderza potajemnie pogrążawszy Cię w niekończących się czeluściach. Prowizorycznie okalająca szalem utkanym ze wspomnień i sentymentów, będąc tylko i wyłącznie fikcją. Nim zdążysz się opamiętać, kręcąc piruety w okół własnej osi, owijasz się jedwabistą nicią a wygłodzona czarna wdowa wyczekuje Twojego totalitarnego poddania się.
Popadasz w anarchiczny amok. Kamienna mimika, do końca wierna, trwa aż do ostatnich taktów. Stąpawszy z ostrożnością, niepewnie lecz dynamicznie. Okaleczona baletnica odgrywając swe jezioro łabędzie mimowolnie skomle, lecz nie przestanie. Une marionette - szargana emocjami, ostatkiem tchu filuternie próbujesz uśmiechnąć się. Mistrzowska gra. Gra pozorów. Gramofon zakończył żywiołowy akt mieszanych odczuć. Aż do następnego razu...