Dokąd zmierzamy? Zapytam inaczej, dokąd ten świat zmierza?
Konflikty wydające się nie mieć końca, nie wiadomo nawet o co. Dlaczego to zawsze komuś musi być mało?
Tyle niepokojących rzeczy zaczyna się dziać na świecie, co sprawiło moją refleksję nad tym co robię. Wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej, wybuch jednego z pobudzonych wulkanów, przeróżne katastrofy lotnicze… Czyżby to był jakiś znak,że to co robimy jest złe?
Powinniśmy zostawiać planetę w lepszym stanie dla przyszłych pokoleń. Jednak dalej istnieje ogromna przepaść między społecznościami, jedni ekstremalnie biedni,ledwo wiążą koniec z końcem. Na drugiej zaś stronie szali ekstremalnie bogaci,którym pieniędzy nie zabraknie do końca ich życia, a nawet dłużej. Kształtujące się zło zawsze istniało, istnieje i będzie istnieć w naszych sercach. Tak jakby cierń niepokornie oplatał ten ważny dzwon, nie popuści, nie pozwoli by zakwitnął różany kwiat dobra. Nie ma najmniejszej nadziei, że gdy nadejdzie wiosna to ujrzymy maleńki pąk. Nowe życie… Nowe perspektywy…
Zaczynają być przerażające te naturalne złowieszcze katastrofy, klęski, powodzie. Zadam pytanie, które wielu z nas boi się zadać – co to się dzieje z tym światem? Czyżby ten zapowiedziany koniec świata zbliżał się niezmiernie? Osobiście nie wierzę w tą całą bujdę na resorach o 2012, końcu świata i tym podobne. I nie chcę wierzyć.Póki co staram się naprawiać błędy, które popełniłam w moim własnym odrębnym świecie, a potem być może wyruszę na głęboką wodę, aby podołać staram się oswobodzić z kłującego ciernia zacieśniającego się coraz bardziej. To znak, by się zmienić.
Po części pasuje tu cytat ks. Twardowskiego:
„Śpieszmy się kochać ludzi,
Tak szybko odchodzą…”
Nim się obejrzymy, czas minie, będziemy żałować paru spraw. Jednak patrząc na to z drugiej strony, gdybyśmy nie popełnili tych błędów, gdybyśmy nie wypowiedzieli tych słów, nie nauczylibyśmy się na własnych błędach. Z pewnością nie bylibyśmy tutaj. Pytamy więc gdzie? Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć. Jednak jaki jest sens w gdybaniu, co byłoby gdybym postąpił/a tak a nie inaczej. Szkoda sił na te przemyślenia. Trzeba żyć do przodu, aby było lepiej dla nas i tych wokół, bardziej potrzebujących. To co się dzieje na świecie,utwierdziło mnie w przekonaniu, że powinnam się zmienić. Zmienić na lepsze.
Przebaczyć tym co nas skrzywdzili. Zagoić stare, niepotrzebne rany. Poczuć się lżej, lepiej.Definitywnie uwolnić się z niewolniczego poczucia winy. A w końcu rozwinąć skrzydła…
Nie wiem czy mi się uda, jedyne co mi zostaje to spróbować. Bo gdy nie spróbuję, to się nigdy nie dowiem. Niech to będzie moje motto na ten miesiąc.
A co Ty na to powiesz?