Niepokojące jest jednak to, że wciąż istnieje ryzyko wymarcia. Odejścia w nieznane kąty pamięci, gdyż tworzone z każdym dniem neologizmy, kreujące się poprzez narastającą globalizację, wypierają rodzime słownictwo. Przez to ubożeje ojczysty język. Już teraz można zauważyć skutki tego procesu. Wystarczy spojrzeć na dzisiejszą młodzież, której brakuje jakiejkolwiek znajomości synonimów, nie wspominając już czy posiadają wystarczającą wiedzę by znać znaczenie słowa synonim. Mowa tu o pewnej wyodrębnionej społeczności, osiedlonej na pewnych wyspach ongiś należących do Saksonów. Aż żal serce ściska, gdy słyszy się te świnki eksperymentalne, wyrażające się w sposób wulgarny, bądź nieinteligentny. Sami na siebie zsyłamy zagładę, coraz to bardziej zagrażającą naszej kulturze. Gnijemy od środka, niczym niepodlewana i niepielęgnowana roślina. Trujemy się niezmiernie, tylko po to, by zaimponować reszcie. Niedługo nie pozostanie czym. Nie ma innego sposobu by to skomentować. Wstyd i hańba. Istne kalectwo.
"Granice mego języka oznaczają granice mego świata." (Ludwig Wittgenstein)
Wyznacz własną granicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz