poniedziałek, 25 lutego 2013

między Scyllą a Charybdą...

Czy wpadnę do pyska Scylli? A może w wiry Charybdy?
Serce odgrywa boje homeryckie, niecierpliwie wyczekuje, aż zadzwoni ostatni dzwonek na podjęcie decyzji. Jedno spojrzenie wystarczy by wywołać burzę w szklance wody...

Więc teraz mam serca dwa, smutki dwa...

Retrospekcje wciąż powracają nieubłaganie, nie dając mi spokoju. Niczym klątwa, ciąży nade mną jego demon, czerpiący przyjemność z mego dysonansu. Wstępująca melodia wyraża swe anabasis, tak podniosłe, tak radosne. Czyżby?

Wijąca się, niczym więdnący zżółkniały liść, mający na celu ugaszenie swego pragnienia. Pozostanie mu tylko beznadziejnie odejść w zapomnienie, nienasycony, wyschnięty, obnażony. Wyczekuje, aż wreszcie jego ciepły, drżący oddech spocznie regularnie na jej porcelanowym karku. Zapewniał jej bezpieczeństwo, którego tak natarczywie, desperacko łaknęła. Bliskość drugiego, nieodkrytego całkowicie zalążka ciała przyprawiała ją o dreszcze na samą myśl. Chciała jak najdłużej zatrzymać ten moment, lecz nic nie może przecież wiecznie trwać. 

Powoli niczym dojrzała, jędrna śliwka zanurzam się w lepkiej konsystencji kompotu miłości, dręczona łańcuchami, skazana na dryfowanie w rzekomo radosnych zakamarkach uniesienia. Wszystko wskazuje na to, iż ta chwila cielesnego natchnienia okaże się gorzką pigułką nie do przełknięcia. Dostrzegam pesymistycznie Janusowe oblicze tego błogostanu.

Spierzchnięte od błogich pocałunków usta, na rusz muskają czule karmazynową od przypływu ciepła skórę, nadając jej życiodajne rany. Czy to możliwe? Czy jednak śni na jawie? Prężne ramiona zatrzaśnięte w uścisku otulały tą kruszynkę, będąc jak mały wróbelek w złotej klatce, tym razem ochoczo ćwierkający. 

Do czasu...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz