sobota, 27 marca 2010

Rozstanie



Jedna samotna łza
Niekończąca się cisza
Niczym melodia pustych harf
Odgłos głuchego bicza
W końcu zatopiono Titanica
Zaciśnięta tchawica…
Nie mogę złapać oddechu
Chwytam się czegokolwiek w pośpiechu
Szach-mat
Uśmiech zbladł
Wygrał on
Nad mym niebem przechodzi sztorm
Czy w końcu ujrzę siedmiokolorową tęczę?
Dlaczego się tyle męczę?
W kałuży niedoli sterczę
Gapiąc się w siną dal
W życiu ciągle ten sam kadr
Z czarno białego filmu
Ze mną w roli głównej


W niewoli czarta
Miłość jest tego niewarta
Cholerny ucisk
Kula trafiła w serce
Zło winszuje kolejną kadencję
Myśli czarne
Zastanawiając się jakie to życie jest marne.
Jego czyny pozostają bezkarne
Nikłe nadzieje
Że będzie lepiej
Me serce wciąż boleje
On przyjemność z tego czerpie
A ja ciągle w tej kałuży sterczę
Nie ma nie było inie będzie happy ending
Prysła bańka
Powoli mnie już to wykańcza
Zobaczymy…

W najpiękniejszym złudzeniu tli się rozpacz. Ślepa nadzieja. Miłość. Płata figle, niczym życie wiedzie kręte drogi nad przepaścią wzlotów i upadków. Stąpasz ostrożnie, jak po kruchym lodzie, który zaraz ma się zapaść i wziąć Cię w objęcia otchłani ciemności. Ledwo trzymający się przy życiu płomień zgasł, odszedł w zapomnienie. Ktoś złowrogi przyszedł i zdmuchnął świeczkę nadziei, jedyną rzecz, która trzymała mnie przy życiu. Jak wilk chuchał i chuchał, aż w końcu zdmuchnął domek ze słomy. Serce, które otworzyło się, wpuściło trochę słońca,weseliło się… Co zostało? Nic – tylko 95% kleju. Przyszło zbierać kawałki bijącego dzwonu, który rozpadł się niczym porcelanowy serwis babci. Czy ktoś ma pożyczyć SuperGlue? Uczucie tysiąca niewidzialnych igiełek, wbijających się w serce zawitało już przy pierwszym wypowiedzianym przez niego słowie. Wiedziałam co się święci. Jednak, po cichu była nadzieja, szepcący głosik, który mówił, że będzie dobrze. Nie było.
Po co iść tropemtego, co się już skończyło? Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny: Są one nakształt prochu zalotnego, co wystrzeliwszy gaśnie.

środa, 24 lutego 2010

Dzika natura

Przyszła pora na opis z innej beczki.. :) Góry. Dla niektórych śnieżny raj, w którym można poszaleć. Białe szaleństwo. Dla innych miejsce błogiego odpoczynku, zaciszny raj. Jako że jestem romantyczką skupię się na tym drugim :) Zapraszam.

Kręte, wijące się niczym zwinny i gibki wąż, drogi. Czysta nietknięta natura. Łatwo się tu zgubić, mowa tu o żółtodziobach, pyszałkach z miasta, którzy myślą, że są w stanie góry przenosić ( tak tematycznie ). Tyle tu drzew, każde kiedyś walczyło zaborczo o dostęp do światła, wyciągały swe gałęzie ku słońcu, niczym małe dziecko które prosi swojego rodzica o wzięcie na ręce. Każde inne, mało zauważalne są te różnice. Lecz one tam są. Miejsce to zwane dziką naturą, lecz czy jest to prawidłowe określenie? W prawdzie to my powinniśmy się nazywać dziką istotą, to my wkroczyliśmy na ich teren.
Bez protestów, niczym liliputy były nieistotne dla ludzkiego Guliwera.
Potok. Radośnie wypłynął z pobliskiego źródełka niewinności i czystości. Zdesperowany usiłuje zebrać każdą kroplę wody w swe 'oblicze'. Kto wie, może ten potok z biegiem czasu przeistoczy się w dużą rzekę od której będziemy zależni?

"Jutro będę duży, dzisiaj jestem mały".

Przejdzie przez piękną metamorfozę, niczym przebrzydła gąsienica, poczwara po wyjściu z kokonu okazuje się być mieniącym się kolorami, motylem. Ryk niedźwiedzia. Jak mało już na świecie zostało tego fascynującego gatunku zwierząt. Nie chciałabym osobiście stanąć oko w oko z 'królem lasu'. Przeraźliwa, groźna nuta sprawia że po plecach ciarki mi przechodzą. Jednak jest to jak preludium dla moich uszu. Cóż za sposób, aby dać o sobie znać.
Juhas przemiło nuci nieznaną mi góralską pieśń, pasąc przy tym rozleniwione owieczki na pobliskim wzgórzu. Wsłuchuję się w szum trawy, myśląc w jakim to raju się znalazłam.
Trzeba cieszyć się z drobniutkich detali, żyć chwilą.


Carpe Diem

Tutaj szafran, tam sasanka a jeszcze dalej lilia złotogłów. Przemierzając przez las, babie lato daje mi o sobie znać, desperacko owijając się wokół mojej delikatnej skóry. Nie przeszkadza mi to. Znalazłam się na zielonej polanie, w końcu wyszłam z labiryntu Minotaura. Co było moją złotą nicią Ariadny? Nadzieja? A może przyjaźń, miłość? Na te pytania nie potrafię odpowiedzieć. Przyjdzie na to czas.
Wracając do polany. Neutralny zieleniutki odcień trawy na długo pozostanie w mej pamięci. To miejsce było jak mój własny Zaułek Puchatka :) Otoczone wysokimi, aromatycznymi sosnami, sprawiło, że czułam się bezpieczna. Życie pomiędzy ludźmi nigdy nie sprawi mi takiego bezpieczeństwa jak to miejsce. Łono natury. Źródło. Czy odnalazłam to czego szukałam? Szczęścia? Zaufania? Czy to był mój kociołek pełen grosików po drugiej stronie tęczy, za którym niektórzy potrafią gonić całe swoje życie? Tak...
Wreszcie swobodna mogę się położyć na trawie. Poczuć poranną rosę, jak delikatnie obmywa mi rany, te fizycznie i te psychiczne. Powąchać przecudnie pachnące kwiaty, jak oblężają mnie. Prawie jak Grecy okrążyli Troję. Oby tylko nie chciały zdobyć mnie postępem, koniem Trojańskim. Lecz nie wierzę, że potrafiłyby tak zawistnie wykorzystać sytuację, tak jak nędzna kreatura - człowiek.
Dlaczego ludzie przychodzą tylko jak czegoś potrzebują? DO tej pory nie potrafię udzielić odpowiedzi na to pytanie...

piątek, 19 lutego 2010

Z zamyśleń pospolitki


Spoglądając na zapierający dech w piersiach zachód słońca, jestem zagubiona w myślach. Przyjemny zefirek powiewa mi w twarz, rozwiewając przy tym moje włosy. Wolność… Pobliska trawa szumi w rytm systematycznych fal. W niedalekim ulu, pszczoły pobrzękują głośno, a zarazem w trawie świerszcze radośnie grzechocą. Z zachwytem, obserwuję jak mądrze i dokładnie te pracowite owady zbierają drogocenny nektarz delikatnie pachnących kwiatów. Rozwijające się pąki obejmują już prawie każdą gałąź. Wszystko budzi się z zimowej hibernacji. Niezręczna przedtem cisza wypełniła się radosnym ćwierkiem ptaków i głośnym klekotem bocianów. Nadeszła wiosna.

Sztorm… Niepokonany władca mórz Neptun, lub jak inni na niego mówią Posejdon gra na swoim trójzębie groźną a zarazem przepiękną melodię. Zmęczone fale kontynuują uderzać o brzeg. Ciężka, mozolna Syzyfowa praca. Chcą dotrzeć do celu, lecz ciągle coś je przywołuje do podmorskiego królestwa. Słudzy Posejdona za zawsze pozostaną w niemiłosiernych objęciach jego trójzębu. Zniszczone, u schyłku upadku, kutry rybackie wracają smętnie do portu, nie są w stanie stanąć oko woko z potężnym żywiołem. Siedząc samotnie na piaszczystej plaży wpatruję się w rozzłoszczone fale. Żadnej żywej duszy. Powiewa pustkami…
Błysk! Z przerażeniem powróciłam do świata rzeczywistości, gdzie stąpam ostrożnie jak po kruchym lodzie. Zastanawiałam się czy w to przepiękne morze ze spokojną taflą w mgnieniu oka nie wstąpiło coś z piekła rodem.
Spragnione wolności fale tańczą ogniste i dynamiczne tango. Rytmiczna melodia fal, wdech i wydech, przynosi trochę życia do brzegu, jak nic nieznaczący płomyk potrafi rozświetlić najciemniejszy zakamarek. Dać nadzieję…
Bezdusznie wołają,lecz nikt ich nie słucha. Fale wynurzają się z mrocznych głębin ciemnogranatowego morza. Zdesperowane, chcą dotrzeć do ich piaszczystej świątyni. Prawie jak wycieńczeni pielgrzymi zdeterminowane są by osiągnąć ich cel, dotknąć, choć przez chwilę złociste ziarnka piasku. Wpatruję się niecierpliwie w karmazynowy horyzont, czekając aż żarzące się słońce wynurzy się leniwie.

Przedtem miękki i puszysty dywan z piasku, teraz kaleczył mi stopy, żałośnie chcąc bym pozostała tam jeszcze chwilę dłużej. Jeszcze się z nim nie rozstałam, a już rozpoczął swój niekończący się lament.

Spokojne chmurki płyną po błękitnym, lazurowym niebie. Bezdźwięczne fale łagodnie uderzają o brzeg. Znów znalazłam się w zacisznym raju. Białe piaski rażą mnie w oczy, lecz nie przeszkadza mi to. Turkusowe morze ciepło zapraszało mnie, abym wstąpiła w jego skromne progi. Krystaliczna woda oraz zapach jodu koją mnie. Cóż za miejsce, w którym można uciec od szarej rzeczywistości, być, kim się chce, a nie osobą narzuconą przez innych. Nie będzie więcej przylepionych etykietek. Szelest palm. Wszystko sunie jak we śnie.

Istny raj…


I pomyśleć, że za kilkanaście lat nie będzie już tego. Tak jak w piosence, „Już nie ma takich dzikich plaż” Pani Ireny Santor. Ale to już o tym innym razem napiszę.
Mam nadzieję, żespodobał się tekst. J Dziękuję, Caroline

sobota, 23 stycznia 2010

Ego+ista

Kiedyś ktoś powiedział --> "Cudze błędy mamy przed oczyma, własne (niestety) za plecami"

Co przez to pokazujesz
pytam się kim Ty jesteś
Co pod tą maską czujesz
Obojętności połóż kres!

Ja, moje ego i mój mur
Czy słońce kiedyś wyjrzy spod tych szarych chmur?
Jak długo będziesz z tym zwlekać?
Nie godzien mych przeprosin,
wiecznie czekać...

Samolubna,
jest to droga zgubna.
Palec, będziesz jak jeden z nich
Sam, samiuteńki, malutkie nic
Skończy się egoizmu 'złota' nić
Będziesz żałował, że przyszło Ci drwić
z cudzego człowieka
Taki to los wkrótce Cię czeka....

Zamiast egoistycznej nici, którą większość z nas wiedzie przez życie powinniśmy wieść nić, złotą, czystą jak ta Ariadny, która pomogła zgubne dusze wybawić z labiryntu Minotaura. Nie należy w życiu ciągle brać, starajcie się również dawać, bo potem ta osoba może Ci się odwdzięczyć. Postaw się w ich sytuacji... Chciałbyś/łabyś aby Tobie nie podano ręki, gdy toniesz w głębinach i coraz łapczywiej i desperacko walczysz o każdy oddech?

Egoista – ten, który więcej dba o siebie niż o mnie.


Myślę, że w życiu można wyznaczyć bardzo dokładną granicę międzymłodością i starością. Młodość kończy się wraz z egoizmem, podeszływiek zaczyna się jednocześnie z życiem dla innych.

wtorek, 27 października 2009

Notka promiennoczuła :) - czyżby?

Ile radości może sprawić jedna malutka rzecz?
Jeden płomyczek, który rozświetla wszechobecną ciemność (...) kiedy babcia zapala świecę podczas burzy nie boję się już więcej. Radosny płomyczek tańczący na czarnym knocie pobudza moją wyobraźnię i wenę.
Jak mało możemy zrobić by sprawić drugiej osobie przyjemność.
Nie potrzeba wielkich działań, czynów, aby każdy mógł to dostrzec.
Jednak, jak mało wystarczy, aby zranić drugiego człowieka.
Wystarczy, że nie pomyśli się zanim coś się powie.

"To niewiarygodne aby słowa mogły ranić" - Niestety jest to prawdą, że słowa ranią. Raczej jest to osoba która rani, ale w tak niewinny sposób, językiem, którym porozumiewamy się na co dzień. 

Ile razy doświadczyło się, że ktoś powiedział nam coś przykrego?
Ile razy powiedział nam ktoś coś niemiłego, co nie do końca było prawdą, lecz bolało to jak nigdy?

Chyba każdy doświadczył takiej sytuacji... I chyba nie tylko będąc tym 'poszkodowanym'.
Ile razy to my zraniliśmy kogoś, mówiąc niemiłe rzeczy?

Właściwie po co to robimy?
Aby zemścić się za coś, jeśli ktoś nam wcześniej wyrządził 'słowną' krzywdę? Owszem zemsta jest słodka jak to mówią, ale działa na krótką metę. 
Aby popisać się przed towarzystwem? Hmm... to jest również częstszy powód, zwłaszcza kiedy jesteśmy w większym gronie znajomych.

Ostatnio doświadczyłam przykrej sytuacji, nie będę grzebać w szczegółach. Nie czujecie się oszukani, kiedy ktoś wysyła waszą wiadomość do kogoś innego? 
Otóż tak się czułam... Przyjaciel co wbija Ci nóż w plecy... Czy można kogoś takiego nazwać przyjacielem? 

Właściwie czym jest przyjaźń? O tym zastanowimy się innym razem :)
Na dzisiaj wystarczy
Dziękuję, Caroline 

PS: Pamiętajcie, pomyślcie zanim powiecie komuś coś przykrego :)

niedziela, 18 października 2009

Jealousy

Zazdrość to ohydne uczucie ludzkie (ciekawa jestem czy zwierzęta tez je odczuwają?), jednak jak często się z nim spotykamy. 
Jeden z siedmiu grzechów głównych. Zazdrościmy niemal wszystkiego. Wystarczy, że ktoś ma lepsze ubranie lub darzy uczuciem kogoś innego niż nas. Jakie to głupie uczucie...
Zawsze chcemy się znaleźć na miejscu osoby, której zazdrościmy.
Gdzie podziała się hmm.. skromność?
Gdzie powiedzenie: Trzeba umieć się cieszyć tym co się ma?
Przyznam, że i mnie spotkało to okropne uczucie. Nie wiem czy ktoś mi czegoś zazdrości, ale wiem, że ja zazdroszczę paru osobom. 
Zastanawiam się tylko co mi to daje, że komuś zazdroszczę?
Na pewno nie satysfakcję, w zasadzie jest jeszcze gorzej zanim się zazdrościło. Wtedy czuję się gorsza od tamtej osoby. 
Użalam się nad sobą wtedy? - Nie sądzę.
Czyżbym wolała złorzeczyć na tą osobę? - A Bogu ducha jest on/ona winna...
Jeśli potrafilibyśmy pogodzić się z tym co mamy to może nie byłoby na świecie tyle zła. Z pewnością zaprzestałoby się obgadywania innych. Czyżbyśmy robili to z nudów? - Hmm owszem. 
Czyżbyśmy robili to, aby poczuć się lepiej? - Ooo, tak!!! Ale na dłuższą metę to nie skutkuje.
W tej chwili zazdroszczę innym, że mają np. chłopaka/dziewczynę. Zazdrośc -ohydne uczucie. Jednak tak łatwo nie da się od niego odpędzic... Kiedyś i przyjdzie na mnie pora, więc z cierpliwością czekam. Nie spieszno mi do niczego. 
Z zazdrością od dzisiaj PRECZ!!!

PS: a tak na marginesie to ja myślałam, że wiosna jest ulubioną porą roku dla zakochanych, ale byc może zimne dni sprawiają, że potrzebujemy odrobiny więcej ciepła dla naszego serduszka...
Myślenie pozostawiam dla was :)

Dziękuję, Caroline.

no i może jeszcze kilka cytatów o zazdrości tak dla klimatu:
"Ludzie dzielą się na tych, co im się zazdrości i co oni zazdroszczą."

"Gdy dobrze się przypatrzeć ludziom, nie ma nikogo, komu można by naprawdę zazdrościć. Jaki z tego wniosek?"

"Kogo płomień zazdrości otoczy, ten na koniec, jak skorpion, zatrute żądło skieruje przeciw sobie."

niedziela, 11 października 2009

Wakacyjne gdybanie...

W końcu wakacje...
Nareszcie można będzie się położyć na wygodnym hamaku i wsłuchiwać się w szum drzew, kołyszących się w rytm ciepłego zefiru.
Leżąc, mam czas, aby rozmyślać.
Wpatruję się w puszyste obłoczki i zastanawiam się nad swoim życiem.
Tyle momentów, chwil chciałoby się cofnąć.
Jednak patrzeć na to z drugiej strony, to właśnie te błędy sprawiły, że jest tak a nie inaczej. Tu i teraz...
Byc może gdyby coś się nie wydarzyło, gdybym nie podjęła takiej a nie innej decyzji to mogłoby być gorzej.
W końcu, uczymy się na własnych błędach, by ich potem znów nie popełnić.
Myśląc i rozglądając się wokół zastanawiam się jak ten czas szybko leci...
W mgnieniu oka z małego brzdąca zostały tylko zdjęcia i wspomnienia. Szczerze mówiąc boję się dorosłości. Jak to w życiu będzie? No cóż, tylko czas pokaże; trzeba czekać...

No więc moi drodzy miejmy nadzieje że moja wena się pobudzi ;)
jeszcze parę cytatów:
"Prawda - jest naszym najdroższym skarbem i widocznie dlatego tak ostrożnie się z nią obchodzimy"
"Młodość jest piękna, lecz mknie jak mgła. Przyjaźń jest cicha, lecz wiecznie trwa"